Nie ma absolutnie żadnej możliwości żeby jakąś ustawą objąć wszystkie „nieodpowiednie” treści — to co jest „odpowiednie” dla dzieci to długi i szeroki spór o pojęcie mocno rozmyte na brzegach, i zawsze co dla jednego będzie „nieodpowiednie”, dla drugiego będzie ciekawe i rozwijające. Nie bez powodu w systemach klasyfikacji „odpowiedniości” filmów klasyfikację wiekową traktuje się przede wszystkim jako wskazówkę dla rodziców, i nie bez powodu to co w jednym kraju będzie miało oznaczenie 14+, w innym będzie tous publics.
Cel w postaci „objąć ustawą wszystkie nieodpowiednie treści” jest po prostu źle postawiony. To jest gradient, dla którego prawo jest zbyt tępym narzędziem. Prawo może działać na jednym końcu tego gradientu, ale nie powinno próbować zastąpić rodziców, komunikacji i wychowania na całej jego rozciągłości, bo do tego się nie nadaje, w tym jest z góry skazanę na porażkę — i ostatecznie na śmieszność.
Jak politycy zajmą się „obejmowaniem wszystkich nieodpowiednich treści”, to prędzej czy później sam będę musiał kombinować z dzieckiem jak pomóc mu uciekać z tych „objęć”, i tyle z tego będzie.