Pytanie o narzędzia cenzury to pytanie o to, czy możemy mieć zaufanie że państwo (i inne podmioty kontrolujące sferę publiczną) właściwie wytyczy tę granicę między głosami „niewygodnymi” a „realnie niebezpiecznymi”, i oprze się pokusie nadużycia tej władzy.
Nikt nigdy nie jest za „nadmiarowym usuwaniem niewygodnych treści”. Każdy cenzor — czy to ideologiczny, czy religijny, czy inny — zawsze jest przekonany że te treści które chce usunąć są „realnie niebezpieczne”. A gdy ma taką władzę — jak można z tym przekonaniem dyskutować? Przecież obrona tych „realnie niebezpiecznych treści” sama będzie „realnie niebezpieczną treścią”, więc jak wtedy prowadzić debatę publiczną o granicy tego „realnego niebezpieczeństwa”?
Spór między zwolennikami a przeciwnikami wolności słowa nigdy nie był o to, czy należy „nadmiarowo” usuwać „niewygodne” treści. Był o to, na ile niebezpieczna jest próba wyznaczenia tej granicy. Zwolennicy wolności słowa wskazują że bardzo. Przeciwnicy — że nie, nie ma problemu, będziemy po prostu usuwać tylko to co realnie niebezpieczne, zaufajcie nam.